W zeszłym tygodniu zostałam poproszona o poprowadzenie krótkiego szkolenia w jednostce zamiejscowej. Takiego godzinnego. O ile nie mam problemu z przekazywaniem wiedzy 1 na 1, to przy większej liczbie uczestników problem już mam. Dla mnie większa liczba uczestników zaczyna się od 3. Nie lubię wystąpień publicznych, nawet przy małej publiczności. No ale zaprosili mnie, to pojechałam. Kiedy ostatnio prowadziłam szkolenie? Nigdy. Więc ten, no, powodzenia
Czy poszło mi dobrze? Raczej średnio. Na początku głos mi się załamywał i bardzo się starałem tego nie pokazać, ale wewnątrz mnie tak telepało, jakby mnie ktoś na mróz wystawił. Znacie to uczucie, jak jest wam zimno i się w sobie tak jakby skulacie, ale wtedy telepie was w środku? No to właśnie tak mnie telepało. Nie wiem jak wytrzymałam godzinę. Jestem prawie pewna, że skakałam z tematu na temat i mówiłam za szybko, ale z drugiej strony miałam mało czasu, więc musiałam trochę lecieć z materiałem. Na szczęście mieli jakieś dodatkowe pytania i konkretne przypadki do omówienia, więc mogłam na chwilę przystanąć i skupić się na konkretnym problemie. Bo ja nie bałam się, że mi wiedzy zabraknie albo że czegoś nie będę wiedzieć. Ja po prostu nie lubię, jak mam na sobie zbyt wiele uwagi, zwłaszcza jak jest to uwaga obcych ludzi.
Dałam radę, a jako że szkolenie wyjazdowe, to należy się podróżny posiłek, czyli McDonald's w trasie zaliczony. Rzadko bywam, ale koleżanka z którą jechałam powiedział, że mają jakieś nowe menu. Supreme Chicken Honey & Mustard McWrap daje radę!
No comments:
Post a Comment